|
inni jednak, ku mojemu niezrozumieniu, acz co z wyjaśnienia psychologicznego zalatuje ciężkim idiotyzmem, inni jednak wolą znajdywać sobie wciąż co dalszy obiekt westchnień i nie realizują w stopniu praktycznym żadnych związków dwojga bliskich ludzi. to wykładowca, to przyszły ksiądz, to nieznajomy na ulicy; żeby tylko poczuć się beznadziejnym i napędzić się na bycie lepszym w mniej życiowych sprawach. z punktu widzenia psychologicznego to zapewne jakiś syndrom, ale w kwestii normalnego życia to czysty kretynizm i dziecinada. cóż. jeśli tylko ktoś się lubi babrać w baarrrrdzo życiowym gównie, to może lepiej by było, gdyby został babcią klozetową? uprawiając czynność o podobnej wartości - zarabiasz pieniądze! to by było dla rzeczonych waćpaństwa przyjemne z pożytecznym. * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * mężczyzna a rzeczy, których nie powinien robić, bo jest facetem. sprawy damskie i sprawy męskie dzielą się na różne kategorie. jedne klasyfikują czynności według długości trwania, inne według ich przyjemności, ale tylko męskie posiadają rozróżnienie pomiędzy tymi, do których płeć z testosteronem powinna i nie powinna się przyznawać. tylko dlatego, że rzeczony testosteron wyznacza jakieś niewidzialne granice „dobrych manier każdego ogenowanego znaczkiem XY”. jedną z podkategorii tych ‘złych’ manier są czynności oczekiwane przez kobietę. który facet przyznałby się do tego, że codziennie wieczorem dzwoni do swojej kobiety i rozmawiają przez przynajmniej godzinę? jaki mężczyzna chwaliłby się innym, że wykonuje z przyjemnością wszystkie prace domowe, którymi zwykle zajmuje się kobieta? przynosi śniadanie do łóżka z czystej satysfakcji uśmiechu swojej wybranki po takiej pobudce? przyjeżdża dorożką, zapraszając ją na randkę? gdybym sama usłyszała takie przechwałki - lub coś w rodzaju rzekomo szczerego „chciałbym tak kiedyś zrobić”, uznałabym, że facet albo ma kiepską nutę na podryw, albo jest gejem. swoją drogą, jak to się mówi, to jedyny rozmiar facetów nie noszących przepoconych koszul i których nie obchodzi ten ideologiczny savoir-vivre. kolejne, istotne zakazy, czego *nie wolno* robić, nadają swoim kompanom koledzy. ci z pracy, ci ze szkolnej ławy, kumple, znajomi. obojętne. każdy, który tylko jest w stanie gadać o „laskach” i „dupach” w knajpie ze swoimi ziomkami, ze zgorzknieniem krytykując co popadnie. na ten przykład, reguła numer jeden: nie zapraszaj swojej kobiety na mecz, oglądany z kolegami. co się zaś tyczy formułki z numerem dwa: nie idź z kobietą na piwo - jeśli tylko nie jest to randka w momencie, gdy jej jeszcze nie masz. reguła numer trzy dotyczy pewnie czegoś, czego nie mam prawa wiedzieć, bo jestem kobietą, a kolejne podpunkty regulaminu zostają uregulowane z przez każdego mężczyznę ze swoimi kumplami przy piwie, omawiając kolejne, życiowe porażki, zwłaszcza w odniesieniu - w jakikolwiek sposób - do kobiet. nie jest łatwo nie zachowywać w pamięci takich uśrednionych i utartych obrazków z wielu, zasłyszanych gdzieś lub przeżytych historii. nie jest też łatwo pozbyć się odczucia, że są one w pewnej części prawdziwe. a może taka jest natura mężczyzn? może wolą oni trzymać się innego rodzaju reguł niż poranne malowanie się, odwalanie się na bóstwo i potajemne rozmyślania o ideałach, których nigdy my, kobiety, nie spotkamy? osobiście zapewne nigdy tego nie zrozumiem. a przynajmniej nigdy nie do końca. chociaż... najwyraźniej nie poddaję się w tym boju, skoro wciąż lubię umawiać się z moimi znajomymi płci męskiej na piwo, rozmawiać do rana o życiowym padole, kobietach, seksie i krytykować, ustanawiać nowe zakazy, śmiać się do rozpuku... po czym wracać do domu na autopilocie i budzić się w ubraniu, rozmyślając rano przy kawie, czego znów nie nauczyłam się tamtego wieczoru, zapominając wszystkiego przez tę cholerną, kobiecą głowę ze słabością do alkoholu. * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * czasownik: małżeństwo. liczba mnoga: brońcie panie boże! liczba pojedyncza: brońcia pani boża. czas przeszły: broniłem się! czas teraźniejszy: brontozaur, małżonka. * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * ze szczerymi gratulacjami wytrzymania kilkuminutowej rozmowy w późnych godzinach, winszuję panu S. mało przekonywujących argumentów, komplementa o charakterze, które zapewne wyjszły z rozczytywania mojego pisma, tutaj: pisane georgią, grafologowie aż podskakiwali z radości. elaborat urwę na samym wstępie; nie będę przyprawiać pana T. o gęsią skórkę, wspominając o swojej nimfomanii stosowanej. bardzo chętnie stosowanej. podpisano,
ja. * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * to nie jest jeszcze ten czas, kiedy będę mogła z radością w oczach wracać do książek, które czytałam w młodości, powtarzać sobie w głowie minione historie, siadywać przy kominku i wracać do przeszłości, jakby to było zaledwie wczoraj, choć przez mgłę. to nie jest jeszcze ta chwila, kiedy usiądę na łóżku na dzień cały i czytać będę stare listy, przeglądać archiwalne pamiętniki, rozczulać się na zmianami, które ewoluowały przez lata i nagromadzony na pudłach ze wspomnieniami kurz. echo dawnych rozemocjonowań będzie się odbijało w moich oczach, iskrzyło się w opadłych kącikach oczu. rozlane mleko wróci do szklanki. nieświeże. -jestem chyba już za stara na płacz. * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * z serii "wierszyki skomputeryzowane" jan sobieski miał trzy pieski R G B * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * [tutaj daję się poznać.] ⇐ ⇐ ⇐ ### lay by Kalak. pict. from holo. all rights reserved. ### |